www.Rejtan.EU

Ostatnio przyszła mi do głowy pewna myśl. Od jakiegoś czasu lubię podróżować w towarzystwie północnokoreańskiego zespołu muzycznego (mój ulubiony kawałek poniżej). I tak sobie uzmysłowiłem, że tak zwany świat zachodni śmieje się z tego, co w Korei Północnej się dzieje; jednocześnie zmierzając w kierunku który wyznaczyła dynastia Kimów. Myślisz, że przesadzam? No to pozwól, że Ci trochę popsuje humor.

 Tak więc lecimy. Mój pierwszy lot odbyłem w roku 1998 (o ile mnie pamięć nie myli). Do samolotu Mama dała mi termos w kawie, dwie butelki Nałęczowianki (bodajże 1,5l), żebyśmy przed lotem mogli jeszcze się napić. A później przyszedł rok 2001, w którym to padł symbol Nowego Jorku. Dla naszego bezpieczeństwa zgodziliśmy się (a przynajmniej tak nam wmówiono) na to, aby ograniczyć ilość rzeczy jakie można zabrać ze sobą na pokład samolotu. Nie widziałem jak się te ograniczenia były wprowadzane bo mój kolejny lot odbyłem po 20 latach, jednak co się zmieniło? Na pokład samolotu nie możesz już wnieść swojej wody, ale możesz kupić na lotnisku. Maksymalnie 0,5l pojemności. Kosztuje przynajmniej 3x tyle co poza strefą z ograniczeniem, ale to oczywiście dla mojego bezpieczeństwa. Tak się złożyło, że ostatnio podróżowałem z warszawskiego Okęcia i przed lotem poczułem się głodny. Więc zamówiłem w jednej z restauracji pizzę którą dostałem wraz z nożem i widelcem. Nikt nie weryfikował tego, czy ten nóż i widelec oddałem, no ale. Taka to troska o nasze bezpieczeństwo.

Jednak, żeby nie wchodzić w cebulactwo i liczenie pieniędzy - idziemy dalej.

Elektroterroryzm. Wiele miast wprowadza "udogodnienia" dla pojazdów elektrycznych. Że niby w centrach miast jest dużo smogu. Oczywiście winne wszystkiemu są samochody a nie zabudowywanie "płuc miast" czyli naturalnych (lub zaprojektowanych przez urbanistów) kominów wentylacyjnych. Urbaniści lat 40, 50 i 60 projektując nowe dzielnice, obok osiedli mieszkaniowych projektowali również tereny zielone, które miały za zadanie doprowadzenie świeżego powietrza i odprowadzenie spalin z kominów, które kiedyś były podstawą ogrzewania mieszkań. W Warszawie z zaprojektowanych bodajże 5 korytarzy został tylko jeden. Wisła. W obrazku powyżej widzicie mnie w moim "nowym" aucie. Jest to Mercedes Benz z roku 2003, zasilany silnikiem 2.2 td (taki jak w Sprinterach). Co do spalania jeszcze nie jestem w stanie powiedzieć za dużo, jednak z moich krótkich 30km podróży wychodzi mi średnia 51mpg (według wskazań komputera), czyli po naszemu 5,5l/100km. No, ale ja truje, bo jeżdżę autem wyprodukowanym blisko 20 lat temu, utrzymanym w dobrym stanie. Bardziej ekonomicznie w myśl nowomowy jest wymieniać auto co kilka lat; najlepiej jak będzie to auto elektryczne; a wymiana jest podyktowana wyłącznie spadkiem wydajności baterii. Jednak z drugiej strony cały czas dostajemy informacje, że miejsca, które przechodzą na "zieloną" energię coraz częściej borykają się z problemem takim jak brak dostaw prądu. Bo wiatraki przestały się kręcić, bo słońca nie ma. Pamiętam również, jak kiedyś liczyłem z moim Tatą po ilu tysiącach kilometrów zwróci mu się kupiona na zachodzie ciężarówka. Zapłacił za nią bodajże 50% więcej niż jakby miał kupić lokalnego Jelcza czy innego Stara, ale auto paliło o 15% paliwa mniej. I z tego, co wtedy wyliczyliśmy, wyszło na to, że na cenie samego paliwa oszczędności zaczną się po przejechaniu bodajże 40 tysięcy kilometrów. Podobnie liczycie, jak zakładacie do swojego samochodu gaz. Roczny przebieg, średnie zużycie, cena paliwa takiego i takiego na słupku. Ale, czy ktoś policzył koszty (takie piękne słowo: "ślad węglowy") energetyczne produkcji, eksploatacji oraz utylizacji i recyklingu auta "współczesnego" i mojego reliktu?

W imię ekologicznej poprawności nastawialiśmy się na "czyste" źródła energii, takie jak panele słoneczne i gaz ziemny. Bo to podobno mniej zanieczyszcza naszą Ziemię. Mój ś+p Dziadek, który był murarzem, budując swój dom zbudował nie tylko instalację CO opartą o piec (na paliwo stałe), ale jednocześnie przeprowadził część instalacji w środku pieca kaflowego (który zresztą sam zaprojektował i zbudował). W informatyce dziś nazywamy to redundancją (czy jak kto woli dublowaniem) i dlatego stosujemy dyski w RAID'dzie, podwójne zasilacze, w dużych serwerowniach systemu UPS, prąd z dwóch różnych podstacji oraz generatory prądu o dużej mocy. Ale nie mogę posądzać Dziadka, który umarł zanim telefony komórkowe zagościły w naszych kieszeniach na dobre o to, że znał takie pojęcia. To była mądrość życiowa starszych pokoleń, na zasadzie: "jak zepsuje się ten wasz piec, to będziesz mógł napalić na kuchni i zimą Ci w tyłek zimno nie będzie".
Gdy kilka lat temu przeprowadzana była akcja wymiany "kopciuchów" na piece "czyste" nikt nie przypuszczał dwóch nieszczęść jakie w drugiej dekadzie XXI wieku wstrząsną światem. Jedną jest z nich wybranie Dziadzia do sprawowania pieczy nad przyciskiem atomowym w USA, a druga agresja Rosji na sąsiadującą Ukrainę. W kontekście wcześniejszych poczynań w Polsce - nikt wtedy nie przypuszczał, że ten pierwszy wstrzyma (czy lepiej powiedzieć: znacznie ograniczy) wydobycie gazu w USA. A przez działanie Rosji mówi się, że nałożono sankcje więc musimy gaz pozyskiwać z innych źródeł. Resztę sobie możecie sami dopowiedzieć.

Nie jestem przeciwnikiem dostosowywania przepisów do rozwoju przemysłu. Gdy na początku XX wieku świat przesiadł się z bryczek do automobili, trzeba było stworzyć przepisy, które uregulują status tych pojazdów w przestrzeni publicznej. Jednak, gdy przepisy wykraczają poza kompetencje przedmiotu dla którego zostały ustanowione, powinna zapalić się nam czerwona lampka. W Polsce w ostatnim czasie zostały podniesione kary za przekroczenia prędkości i Policja przystąpiła do wystawiania mandatów w kwotach, które mogą zrujnować niejeden domowy budżet. Z perspektywy człowieka, który jeździ zawodowo mogę powiedzieć jedno. Wysokie mandaty mają odstraszać przed kozaczeniem na drodze; ich wysokości dostosowały się do tych, obecnych w Europie; jednak nikt nie dostosował infrastruktury do tej, jaka jest na Zachodzie. Przeciętny Niemiec, Włoch, Francuz czy inny Anglik, gdy ma się przedostać z jednego krańca swojego kraju na drugi, może się dostać mając do wyboru kilka wariantów dróg, a większość trasy pokona drogami ekspresowymi. I ktoś może powiedzieć: "Dziś już z Ustrzyk do Szczecina nie musisz tłuc się dwa dni, więc argument z dupy", to proponuję przejechać się z Rzeszowa do Kielc. Z jednej stolicy województwa do drugiej, sąsiedniej.

Przerywnik muzyczny:

 W XXI wieku przyzwyczailiśmy się do tego, że na rogu każdej firmy, większości skrzyżowań, w każdym sklepie czy markecie znajdują się kamery monitoringu wizyjnego. Część z nich jest zarządzana przez prywatne instytucje i służy do faktycznej ochrony obiektu, ale nie mamy pewności jakie funkcje zbierają kamery zarządzane przez instytucje państwowe. Kiedyś kolega jeżdżący busem po Niemczech "nakłamał" w Tachobuchu (taki analogowy system w którym mówisz, kiedy jechałeś a kiedy odpoczywałeś). Pan Policjant, aby mu udowodnić nieprawdę, wpisał numer auta do komputera i w momencie gdy ten miał odbierać pauzę - jechał w najlepsze złapany przez kamerę gdzieś na jakiejś prowincji. I dostał olbrzymi mandat. Nie powiem, należało Mu się, ale zapala się czerwona lampka. Była kamera z systemem rozpoznawania tablic. Z tego, co mogliśmy zaobserwować na własnej skórze w urzędach i niektórych firmach - są kamery, które mierzą Twoją temperaturę. Wiemy, że są systemy rozpoznawania twarzy. A dużo się mówi o tym, że w Chinach obywatele na podstawie zachowań są oceniani i dostają odpowiednią liczbę punktów. Na ich podstawie dostają pewne przywileje, jak możliwość podróży. Biorąc pod uwagę wcześniejsze kwestie zasięgu aut elektrycznych - może się okazać, że przez całe życie taki użytkownik nowego auta nie wyjedzie ze swojego miasta. Albo jego karta na ładowarki będzie pokazywać mu wyższą stawkę za ładowanie; że wyprawa na wieś po ser i jajka od cioci która gdzieś jeszcze uchowała krówkę i kilka kurek stanie się rzeczą nieopłacalną.

I ostatnia kwestia związana z jedzeniem. Słuchając Pana Cejrowskiego na Youtube dowiedziałem się z jednej audycji (celowo nie podaję tytułu ani linku, żebyś trochę poszperał i sam do niej dotarł). W USA głodują/umierają noworodki, ponieważ nie ma mleka dla niemowląt. W marketach pojawiają się reglamentacje na te produkty. Już od dawna nie można prowadzić domowych ubojów zwierząt (jak to miało miejsce jeszcze 20-30 lat temu). Oczywiście, dla naszego dobra. Dlaczego wspomniałem brak mleka w USA? Produkcja żywności skomercjalizowała się już dawno temu, sam znam olbrzymie fermy (zarówno roślin jak i zwierząt) z których wywozi się setki ton żywności dziennie. I o ile zabraknie bakłażanu niewiele osób będzie płakać. Ale czy ktoś myślał, co zrobić, gdy nagle z powierzchni znikną wszystkie dostępne na sprzedaż kurczaki? Albo świnki? Bo będą musiały pójść do uboju/utylizacji, bo jakiś niebezpieczny "pan zarazek"? W przypadku rozproszonych hodowli jest to mało prawdopodobne, ale co z hodowlą krów mlecznych, która ma ich kilka tysięcy? Co zrobić, gdy nagle na rynku zabraknie świeżych dostaw? Państwo zakupi do Pana Billa "Szczypawki" Gates'a sztuczne mięso i rozda je ludziom? Oczywiście dla naszego dobra.

Godzimy się na różne regulacje. Zakaz palenia przy jednoczesnym braku dostępnych miejsc dla ludzi którzy jednak ten nałóg posiadają. Gdy mam wsiąść do taksówki w której jedzie fajami, wsiadam do następnej. W UK obowiązuje zakaz palenia w miejscach pracy, a takim również jest kabina ciężarówki. Wysiadając z auta mam obowiązek posiadania butów roboczych (z metalowym czubem). Owszem, mam takie, ale używam ich wyłącznie do za i rozładunku. Co już kiedyś pisałem, w kilku miejscach na dojście do biura wymagano, abym założył kask. Gdy pracowałem na kontenerach w Europie widziałem jak niektórzy kierowcy olewają ten wymóg. Aż kiedyś przyszło mi ładować kontener w deszczu. Wiecie jaka ciężka jest woda która spada z wysokości 12 metrów z dachu kontenera? Mimo, że byłem poza zasięgiem pracy suwnicy, podczas przekręcania kontenera zadziałała fizyka i w ciągu sekundy byłem przemoczony. Ale głowa cała. Wiem, z opowieści, że w niektórych krajach nie można spożywać napojów z pojemników o objętości powyżej 0,5l w czasie jazdy.

Godzimy się na coraz nowe ograniczenia, tłumacząc sobie, że to dla naszego dobra. Kto pamięta hasło: "Chroń siebie i innych"? Na chwilę obecną w temacie wiadomym mamy ciszę, ale osoby obserwujące rządowe agendy donoszą, że w tych kręgach cały czas prowadzone są prace w wiadomym temacie. Wiele osób przyjęło preparat w imię tego, że "będą mogły podróżować po świecie". Tak? Zaszczepiłeś się wszystkimi wymaganymi dawkami? To spróbuj wjechać do Nowej Zelandii, Kanady czy Australii. I powiedz jak było.

Przykładów można by jeszcze mnożyć. Jednak, gdy widzę, że ktoś pod tym kotłem z żabami zaczyna podkręcać gaz, już przestaje być to przyjemna kąpiel, a zaczyna się już proces gotowania. Co będzie później? Pójdziemy na górę Pektu.